sobota, 23 lipca 2016

Sudety

Sudety, czyli "góry, och, moje kochane góry". Co prawda nie tak ukochane jak słowackie Tatry, ale w końcu to jednak góry! :D

Wiem, że ostatnio częściej mnie tu nie ma niż coś publikuję, ale ciągle jestem w rozjazdach. Zdjęć nazbierało się tyle, że nie wiem kiedy je obrobię. Przynajmniej w roku szkolnym będę miała sporo do publikowania. Laptop po reinstalacji systemu odrobinę sprawniejszy, więc już się tak nie męczę.

Ostatnio udało mi się, wspólnie ze znajomymi, odwiedzić Sudety - niestety tylko na weekend, ale zawsze coś. :) Swoją drogą, jeśli ktoś by się wybierał, to polecam noclegi w Gościńcu "Solan" w Kudowie - Zdrój. Tanio, wygodnie i blisko centrum. 

Wyjechaliśmy w piątek przed południem, a że jakoś bardzo nam się na drodze nie spieszyło, na miejsce dotarliśmy około godziny szesnastej, włączając w to kilka postojów - tzw. "wiecznie głodni" (nie tylko przygód) jadą na wycieczkę. Tak więc nie mieliśmy zbyt wiele czasu na odwiedzenie tylu miejsc, ile nasze dusze pragnęły, bo w niedzielę trzeba było dość szybko się zwinąć, żeby mieć kilka godzin na chodzenie po Wrocławiu (i jedzenie oczywiście!) i wrócić o ludzkiej porze do domu. Zdecydowaliśmy się na Błędne Skały (gdzie, jak się okazało w trakcie wędrówki, byłam już dwa razy, ale nie wiedziałam, że to miejsce ma taką nazwę - brawo Wesołowska). Wieczorem wybraliśmy się na granicę polsko-czeską w ramach kolejnej wędrówki - tym razem miejskiej. 

Podsumowując, cały wyjazd oceniam bardzo, bardzo pozytywnie i na pewno jeszcze kiedyś wrócę w Sudety. Pogoda nam dopisała, było idealnie na chodzenie po górach - słonecznie, ale nie za ciepło. Noclegi wspaniałe, atmosfera tak samo i jeszcze Wrocław w drodze powrotnej (nareszcie odwiedziłam jedno z tych miejsc, które sobie zaplanowałam). Czego chcieć więcej! Ale o Wrocławiu rozpiszę się w innym poście. Tymczasem zapraszam na foto-wycieczkę z drogi w Sudety oraz po Błędnych Skałach. Enjoy.