niedziela, 15 maja 2016

Węgry cz.I

Kolejna podróż z serii tych fotograficznych, choć tak naprawdę Węgry odwiedziliśmy dlatego, że rodzice mieli tam wystawę, ale grzechem byłoby nie zabrać ze sobą aparatu. 

Przyznam, ze Békéscsaba to bardzo urocze i klimatyczne miasto. Co mnie zdziwiło, a raczej pozytywnie zaskoczyło (do czego ja, jako dąbrowianka, powinnam być przyzwyczajona, bo mówi się, że Dąbrowa Górnicza to miasto sportu i zieleni), to ogromna ilość ludzi przemieszczająca się na rowerach oraz wszechobecna zieleń. Chyba nigdy wcześniej nie miałam okazji być w mieście tak obsadzonym drzewami (w większości były to platany), których cień staje się najlepszym schronieniem przed letnimi upałami. A wracając do rowerów...ścieżki rowerowe ciągną się przez wszystkie ulice i deptaki miasta, a stojaki, gdzie możemy zostawić nasz rower, kiedy chociażby wchodzimy do sklepu, są dostępne w takich ilościach, że bez problemu wystarczy dla każdego. Co więcej, w niektórych miejscach, to kierowcy samochodów muszą ustępować pierwszeństwa rowerzystom, podczas gdy w Polsce (czy też w Dąbrowie), ja na przykład, wsiadając na rower, boję się być uczestnikiem ruchu drogowego, bo który kierowca u nas zwraca uwagę na rowerzystów? 

Jedyne co mi w sumie nie odpowiadało, to kuchnia węgierska, w której przeważają dania mięsne i papryka. I chyba największym utrudnieniem był brak możliwości porozumienia się w jakimkolwiek innym języku niż węgierski (ani angielski nie wchodził w grę, ani niemiecki, ani nawet rosyjski...). Ale mimo tego, wyjazd zaliczam do tych udanych i owocnych w zdjęcia. Jest to już druga z moich fotograficznych wypraw - żeby było śmieszniej, oba miasta (zarówno Żywiec jak i Békéscsaba) nie znajdowały się na liście "miast do odwiedzenia", ale może to nawet lepiej. Przynajmniej robię coś "nadprogramowo".

Ten post również jestem zmuszona podzielić na dwie (o ile nie więcej) części. Ale już nie przedłużając - zapraszam na fotograficzną wycieczkę po Békéscsabie.












poniedziałek, 2 maja 2016

Pociągiem do Żywca

"- Hmm...i co, Olu? Będziesz tak siedzieć całą niedzielę w domu, kiedy na dworze ciepło i ładna pogoda? Taaaaaka ładna pogoda... Pociągiem bym gdzieś pojechała. O tak! Chcę dziś gdzieś koniecznie jechać pociągiem i zabrać ze sobą aparat!"


I pojechała. Do Żywca. 

Przyznam, że urzekło mnie to miasto. Choć może z pozoru nie wydaje się zbyt atrakcyjne, to jednak trafiło w mój fotograficzny gust - zwłaszcza dworzec, na którym nagromadzenie linii, padających pod wszelkimi możliwymi kątami, tworzy wspaniałe rytmy. Boczne uliczki, niska zabudowa, wokół góry i przede wszystkim - spokój... Miasta w takim klimacie lubię najbardziej.